Mój bohaterze, wróć!

Prawie każda kobieta, będąc dziewczynką, marzy o tym, żeby zostać księżniczką. Czytane do snu bajki pozwalają w te historie wierzyć. Pielęgnujemy dziecięce marzenia czekając na księcia na białym koniu, bale i piękne suknie.
Jako nastolatki oklejamy ściany pokoju plakatami z wizerunkiem idoli, w których się kochamy. Shakin’ Stevens był miłością mego nastoletniego życia. Co wieczór śpiewał z plakatu ‚Give me your heart tonight’. Śpiewał, a ja marzyłam i kładłam to serce na katafalku, by pogrzebać je żywcem.
No i tu się zaczyna tragedia, bo zamiast żyć ‚tu i teraz’ zaczynamy żyć marzeniami, które skrzętnie pielęgnujemy w naszych głowach i sercach, aż pojawi się książę.
Pojawia się Shakin’ – to nic, że ma brzuszek, czasem rzuci talerzem, albo brudnym słowem – nieważne. Shakin’ – wyczekany, wymodlony, nasz. Jeśli pojawi się śliwka pod okiem, no cóż, za dużo alko. Nic więcej. Wieczorem zaczyna śpiewać i jest znów fajowo.

Fajnie, jeśli znajdziemy w sobie siłę, by w końcu te dziewczęce marzenia porzucić. I jeśli to byłoby takie proste, to świat byłby lepszy, ale ….. po odejściu Shakin’a pojawia się Keanu. Książę z melancholią, trochę nieobecny. Problem w tym, że w tej bajce nie byłam jedyną kandydatką do tronu. Była jeszcze Brygida. Brygida młodsza. Ładniejsza. Z długimi blond włosami, które
poruszały się jak osobny byt. Taka, której łatwiej uwierzyć, że książę wybierze właśnie ją. Przy niej czułam się jak wersja robocza kobiety — z odrostem, zmęczeniem i świadomością, że bajki kończą się i happy endu wcale nie mają.

Fantazje przenosimy do życia – tłumaczymy, udajemy, że nie widzimy. Zgadzamy się, byle bajka trwała. I tak może być do końca naszych dni. Może tak być, ale nie musi.
Bo jeśli weźmiemy ODPOWIEDZIALNOŚĆ za nasze życie – to w końcu ta nasza bajka się zmaterializuje. Przebudzenie jest trudne, często bolesne. Ale to jedyna droga, by wygrać własne życie.
Wtedy może pojawić się drugi człowiek. Z krwi i kości. Z charakterem. Z historią. Z temperamentem. Nie łatwy, nie ładny. Nie idealny z plakatu, ale prawdziwy.

Księżniczka we mnie każe mi dbać o siebie. Iście królewskie chwile ze sobą celebruję coraz
częściej. A książęta? … niech szaleją.

Wam też tego życzę 😘